Aktualności | Pokaż listę wszystkich wiadomości » |
Chciała uratować nutrie z Rybnika. Dziś nikt nie wie, co się z nimi stało
Prasówka. Sprawa rybnickich nutrii, które miały zostać uratowane przed odstrzałem, wciąż budzi ogromne emocje i pytania. Kobieta, która przedstawiła się jako ich obrończyni, stworzyła dla nich prywatny azyl. Dziś jednak pojawiają się poważne wątpliwości dotyczące tego, co naprawdę stało się ze zwierzętami.
Akcja ratowania przed odstrzałem
Jesienią 2024 roku Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska zdecydowała o odstrzale części populacji nutrii w Rybniku. Decyzja ta była związana z faktem, że gatunek ten uznawany jest za inwazyjny i może negatywnie wpływać na lokalne środowisko. W październiku podpisano umowę na odstrzał nawet 200 osobników. W odpowiedzi na te działania część osób zaangażowanych w ochronę zwierząt zaczęła podejmować próby ich ratowania.
Jedną z nich była Aneta Biegun, która – jak sama twierdziła – odłowiła około 60 nutrii i stworzyła dla nich prywatny azyl. W internecie przedstawiała swoją inicjatywę jako próbę ocalenia zwierząt przed śmiercią. Jej działania szybko zyskały rozgłos w mediach społecznościowych, a sama kobieta udzielała wywiadów i była postrzegana przez część internautów jako osoba ratująca zwierzęta.
Działania bez zgody instytucji
Problem polegał jednak na tym, że odłów i przetrzymywanie zwierząt odbywały się bez wymaganej zgody Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. Zgodnie z przepisami dotyczącymi gatunków inwazyjnych takie działania powinny być prowadzone wyłącznie w oparciu o decyzje odpowiednich instytucji i pod ich nadzorem. W przeciwnym razie mogą zostać uznane za nielegalne. Mimo to przez pewien czas inicjatywa kobiety funkcjonowała, a azyl dla nutrii miał być miejscem, w którym zwierzęta będą mogły przetrwać.
Azyl zamienił się w zamkniętą twierdzę
Z czasem wokół całej sprawy zaczęły pojawiać się kontrowersje. Według relacji wolontariuszy organizacji Pet Patrol Rybnik, dostęp do miejsca, w którym miały przebywać zwierzęta, stał się bardzo utrudniony. Jedna z wolontariuszek, cytowana przez portal Onet, twierdzi, że właścicielka azylu miała stworzyć swoistą „twierdzę”, która uniemożliwiała kontrolę tego, co dzieje się wewnątrz.
— Miała problem z ludźmi, więc zrobiła ze swojego domu mini Alcatraz, tak aby policja, prokuratura i wolontariusze nie mogli zajrzeć do środka i sprawdzić, co się tam dzieje — relacjonuje wolontariuszka.
W efekcie pojawiły się wątpliwości dotyczące faktycznego losu zwierząt.
Kontrowersyjna hodowla egzotycznych zwierząt
Aneta Biegun jest znana w regionie również z prowadzenia hodowli egzotycznych zwierząt. W jej posiadaniu mają znajdować się m.in. serwale afrykańskie, karakale, a także ryś euroazjatycki. Tego typu hodowle budzą duże emocje i często są przedmiotem kontroli oraz sporów dotyczących warunków utrzymywania zwierząt i legalności ich posiadania.
Wciąż więcej pytań niż odpowiedzi
Największą niewiadomą pozostaje jednak los kilkudziesięciu nutrii, które miały zostać uratowane przed odstrzałem. Wciąż nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy zwierzęta nadal żyją, gdzie się znajdują i w jakich warunkach były przetrzymywane.
Sprawa, która początkowo była przedstawiana jako historia o ratowaniu zwierząt, z czasem stała się jedną z najbardziej kontrowersyjnych historii związanych z rybnicką populacją nutrii. Dla wielu osób pozostaje symbolem tego, jak skomplikowane mogą być działania podejmowane w imię ochrony zwierząt, zwłaszcza gdy odbywają się poza oficjalnym systemem kontroli.
Więcej TUTAJ.
Komentarze społecznościowe |
Zobacz także |

Telegraf | Pokaż wszystkie » |
